• Wpisów:1
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:14
  • Licznik odwiedzin:1 000 / 1040 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Czekaj odprowadzę cię- krzyczała za mną Alien.
- Palant – krzyczałam do siebie, bo kierowca samochodu zdążył odjechać.
- Poczekasz na mnie? Nie mam zamiaru cały czas za tobą biec – dobiegł mnie z tylu głos przyjaciółki.
Zatrzymałam się i obejrzałam na zdyszaną Alien- Mogę iść sama.
- Jestem twoją przyjaciółką więc pójdę z tobą.
- No dobrze, chodź- zwolniłyśmy i szłyśmy w kierunku mojego domu – wiesz kto to był – pytałam poirytowana.
- Wydaję mi się, że to Dave –skrzywiła się.
- Niech go tylko dorwę – znowu wezbrała we mnie wściekłość.
Dave to chłopak o dwa lata starszy. Niestety chodzimy do tej samej szkoły. Doszedł do nas kilka dni temu. Jest nieziemsko przystojny, wszystkie dziewczyny za nim szaleją. Wszystkie z wyjątkiem mnie. Dla mnie jest zbyt arogancki i pewny siebie. Gdy go widzę wywołuje we mnie niepokój. Może dlatego, że jest w nim coś dziwnego. Wydaje się jakby skrywał jakąś tajemnicę, ale może to tylko moje dziwne przeczucie. Zastanawia mnie fakt, dlaczego mieszka bez rodziców i nic o sobie nie opowiada. Wszyscy wiemy tylko jak ma na imię i z której jest klasy.
- Tylko nie uszkodź mu tej śliczniutkiej buźki. Jego wielbicielki dręczyłyby cię do końca życia – z zamyślenia wyrwała mnie przyjaciółka.
- A ty na ich czele – śmiałam się.
- Nie, ja mam Mike’a i ty doskonale wiesz o tym, że nie zostawiłabym go dla żadnego chłopaka.
- Dobrze wiedzieć –zza naszych pleców wyskoczył Mike, pocałował Alien w policzek, po czym złapał ją za rękę – Jessica porywam twoją najlepszą przyjaciółkę. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi tego za złe?
- Nie, miłego wieczoru. Alien zadzwoń wieczorem jak będziesz mieć czas – pożegnaliśmy się i udaliśmy w swoim kierunku.
Szłam różnymi uliczkami żeby jak najmniej pokazywać się w tłumie w brudnych ubraniach. Do Wall Street zostało jeszcze jakieś dziesięć minut drogi więc postanowiłam przyspieszyć. Moją uwagę przykuła dziewczynka stojąca na rogu ulicy. Prosiła przechodniów o pieniądze na jedzenie. Gdy wszyscy przeszli jej błagalne oczy skierowały się na mnie. Chłodne spojrzenie dziewczynki przywróciło mnie do rzeczywistości i zdałam sobie sprawę, że stoję w miejscu już kilka dobrych minut i ją obserwuję. Gdy mijałam dziewczynkę przeszukałam kieszenie żeby znaleźć choć jedną monetę, niestety na marne więc szłam dalej.

- Czego się tak gapisz – przeszył mnie piskliwy głos dziecka. Ustałam po czym nie odwracając się ruszyłam dalej. Gdy miałam skręcić przypomniało mi się, że rano przed wyjściem mama wcisnęła mi kilka monet na bułkę, ponieważ wyszłam bez śniadania. Tylko gdzie ja je schowałam. Przeszukałam raz jeszcze wszystkie kieszenie i nic w nich nie było. Znalazłam je na dnie torby. Wyjęłam jednego funta i cisnęłam go ze złością w przemarznięte i skostniałe dłonie dziewczynki. Gdy byłam w domu zaczęłam zastanawiać się, dlaczego czułam złość dając dziecku pieniądze. Na siebie? Za to, że się tak przypatrywałam, czy na nią, bo mi to powiedziała. Nie mam pojęcia. W domu jestem sama więc włączam głośno muzykę, kładę się na łóżku i zamykam oczy. Świeże powietrze powoduje, że zaczynam robić się senna więc idę do kuchni zrobić sobie kawę. Na szafce stoi rodziców wspólne zdjęcie- Szkoda, że nie jesteście razem – mówię do kawałka papieru w ramce. Właśnie! Dziś jest czwartek, moje imieniny. Tata miał do mnie zadzwonić ale pewnie jak zwykle zapomniał. Nic się nie zmienił. Wściekła wyłączam komórkę. Jednak rezygnuję z kawy i postanawiam się przespać.

***

Obudziło mnie trzaskanie drzwiami. Pewnie wściekła mama wróciła z pracy. Spojrzałam na srebrny zegar nad drzwiami. Już po siedemnastej. Spałam ponad trzy godziny. Poszłam do łazienki, poprawiłam włosy i udałam się do mamy.
- Jak w pracy -pytałam.
- W porządku -odpowiedziała niechętnie. Wiedziałam, że nie chce o tym rozmawiać, ale postanowiłam kontynuować, ponieważ od rozwodu w ogóle ze sobą nie rozmawiamy.
-Na pewno?
- Tak, a jak było w szkole –zmieniła temat.
- Nie byłam.
- Dlaczego –skierowała na mnie wzrok.
- Nie poszłam do szkoły, bo zostałam ochlapana błotem. Postanowiłam nie pokazywać się cała brudna. Napiszesz mi usprawiedliwienie?
- Tak, oczywiście.
- Czy to cię w ogóle obchodzi? Ostatnio w ogóle się mną nie interesujesz!
- Przecież zapytałam czemu nie byłaś w szkole- skierowała się do mnie pretensjonalnym tonem.
- I myślisz, że to wystarczy – spytałam oburzona, złapałam kurtkę i wybiegłam z domu.
Kręciłam się po okolicy z nadzieją, że cała moja wściekłość minie. Spojrzałam na telefon i przypomniało mi się, że Alien miała do mnie zadzwonić. No cóż może nadal jest z Mikem.
Skierowałam się w stronę parku, ponieważ o tej porze jest tam cicho i można w spokoju posiedzieć na ławce. Usiadłam naprzeciwko wielkiej fontanny przedstawiająca dwoje dzieci, dziewczynkę i chłopca, który trzyma nad nią parasol. Odbijają się od niego strumienie wody i w ten sposób z kropli powstaje wodna kopuła. Przybliżyłam się i zauważyłam, że w wodzie jest pełno monet. Przeczytałam na tabliczce, że wrzucając każda monetę możemy pomyśleć sobie życzenie. Dzięki sytuacji sprzed kilku godzin pamiętałam, że mam przy sobie kilka, ponieważ dając dziewczynce funta resztę monet wrzuciłam do kieszeni kurtki. Usiadłam na murku, wyciągnęłam jedną , zamknęłam oczy i wrzuciłam ją do wody myśląc przy tym życzenie.
- Kto jest tym szczęściarzem – słysząc za plecami czyjś głos przestraszyłam się i niemal wpadłabym do fontanny.
- Puszczaj mnie- krzyknęłam, ponieważ poczułam jak mnie trzyma.
- Spokojnie, gdyby nie ja już byś była skąpana.
- Gdyby nie ty, nie doszło by do takiej sytuacji. Czego ode mnie chcesz? Mało ci jeszcze zaczepek?
- Skoro najpierw cię ochlapałem, postanowiłem to naprawić.
- Wrzucając mnie do wody, świetny pomysł- burknęłam nie patrząc na niego.
- Nie zrobiłem tego – powiedział rozbawiony.
- Ale chciałeś .
- Nie chciałem. Sama byś wpadła gdyby nie moja pomoc.
- Nie pomijajmy faktu, że wpadłabym przez ciebie- odpowiedziałam wrednym tonem.
- Ale cię złapałem.
- Dziękuję za ratunek mój zbawicielu- odpowiedziałam kpiąco.
- Od razu lepiej- odparł z szelmowskim uśmiechem.
- Jaki z ciebie skromniś- rzuciłam za plecami i szłam w kierunku wyjścia z parku. Ruszył za mną i złapał mnie za rękę - Puszczaj mnie, bo zacznę krzyczeć- zaczęłam się wyrywać.
- Przecież nic ci nie robię- spojrzał zdziwiony na moją rękę. Wykorzystałam sytuacje i kopnęłam go poniżej pasa. Podziałało, puścił moją rękę, skulił się ale po chwili biegł za mną. Na rogu zauważyłam chłopaka z naszej szkoły.
-Pomocy – krzyczałam – podszedł do mnie szybkim krokiem i zobaczyłam na jego twarzy uśmiech. Zatrzymałam się, ponieważ dalsza ucieczka nie miała sensu, a mogła tylko pogorszyć sytuację – O co tu chodzi – pytałam niemal krzycząc. Wysoki blondyn zaczął się głośno śmiać, ten dźwięk był przerażający.
- Daj już spokój Dan, jest wystarczająco wystraszona.
-Jej mina jest bezbłędna –dalej się ze mnie naśmiewał. Przekomarzali się dłuższą chwilę, więc postanowiłam to przerwać.
- Czego ode mnie chcecie –wycedziłam w ich stronę. Ich całkiem poważne oczy wylądowały na mnie.
- Mówiłem, że się nadaje –stwierdził z uśmiechem Dave.
- Okaże się- odparł Dan.
- Możecie mi wytłumaczyć co tu się dzieje – wrzeszczałam w ich kierunku . Żaden nie odpowiedział, cały czas na mnie patrzyli. Odwróciłam się i szłam w kierunku domu
- Chyba nie zamierzasz o tej porze sama się kręcić po mieście.
- Nie twoja sprawa- burknęłam.
- Podwiozę cię, teraz jest naprawdę niebezpiecznie.
- Czy ty uważasz, że wsiadłabym z tobą do jednego samochodu- spytałam ironicznie – Dave, nie bądź śmieszny.
- Jess, nie chce żeby przeze mnie coś ci się stało.
Wybuchnęłam gromkim śmiechem i ruszyłam w swoją stronę. Szłam skrótami żeby jak najszybciej być w domu. Słyszałam za plecami kroki Dave’a. Momentami chciało mi się śmiać ale się powstrzymywałam. Postanowiłam dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Co mieli na myśli mówiąc, że się nadaje. Kilka metrów przed uliczką, w której mieszkam odwróciłam się- Dave, daj spokój. Od początku wiedziałam, że za mną idziesz – wszedł na chodnik wpatrując się we mnie z lekkim niedowierzaniem.
- Już się mnie nie boisz – spytał zaskoczony.
- Skoro do tej pory nic mi nie zrobiłeś i nie nalegałeś żebym z tobą jechała to sądzę, że nie masz takiego zamiaru.
- Trzymaj się Jess.
Wchodząc do mieszkania niechcący zrzuciłam z wieszaka parasol, co w zetknięciu z płytkami wywołało ogromny hałas.
- Wróciłaś? Gdzie ty się do tej pory podziewałaś? Mnóstwo razy do ciebie dzwoniłam – krzyczała mama. Wzięłam długi i gorący prysznic, po czym położyłam się do łóżka. Wiedziałam, że nie będę mogła zasnąć. Całą noc zastanawiałam się co oznacza sytuacja z zeszłego wieczora ale bardziej dziwiła mnie moja opanowana reakcja na to wszystko. Nie rozumiem o co tu chodzi.
______________________________________________________________________
Heej ; ) Postanowiłam dodawać tu czasami rozdziały mojego opowiadania. Będę starała się robić to regularnie, ale wiadomo jak to z jest z czasem
Zależy mi na każdej opinii, nawet na negatywnej pod warunkiem, że coś ona wnosi. Jeśli coś ci się nie podoba to wytłumacz dlaczego, a jeśli napiszesz ,,do dupy" ; ,,beznadzieja" to licz się z tym, że twój komentarz zostanie usunięty. Mam jednak nadzieję, że wam się spodoba. odwdzięczam się za każde komentarze i like. Zapraszam do czytania.

Pozdrawiam Devalia